Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót
2006-11-13 15:27:22

Spłaca dług

-Nigdy nie doszłoby do zbrodni, gdybyśmy nie poddali się temu strachowi - mówi Sławomir Sikora, który spędził w więzieniu 3.690 dni

W odczuciu znacznej części społeczeństwa, obok byłego szefa Optimusa Romana Kluski, jest najsłynniejszą ofiarą "wymiaru nie-sprawiedliwości" w Polsce; jego historia stała się kanwą głośnego filmu "Dług". Niegdyś, na początku gospodarczych przemian współwłaściciel prężnej firmy, dziś pozbawiony jest własnego dachu nad głową. Gangsterzy wymuszali na nim haracze, żądając spłaty nie istniejącego długu, zastraszali, bili, grozili śmiercią najbliższym. Doprowadzony do ostateczności, pozbawiony pomocy ze strony państwa wraz ze swym wspólnikiem Arturem Brylińskim zabił swoich prześladowców. I choć prawdziwi bandyci wychodzą z więzień po kilku latach lub cieszą się wolnością, zastraszając świadków czy korzystając z instytucji świadka koronnego, on mimo przyznania się do winy, skazany został na dwadzieścia pięć lat pozbawienia wolności. Za kratami spędził ponad dziesięć lat, ułaskawiony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego pod naciskiem opinii publicznej i w atmosferze "wokół Sobotkowego" skandalu. Dziś Sławomir Sikora ma przydzielonego kuratora, pozbawiony jest praw publicznych, a jego ułaskawienie jest warunkowe na pięć lat. Od grudnia ubiegłego roku przebywa na wolności. Wolności, która okazała się ogromnym zaskoczeniem dla człowieka zamkniętego na 3.690 dni....

Zdjęcia/załączniki do artykułu:

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik

-Jak z perspektywy czasu ocenia pan swój czyn?

-Z perspektywy człowieka czterdziestodwuletniego zupełnie inaczej patrzę na to, co się wydarzyło w nocy 8 marca 1994 roku. Wówczas miałem dwadzieścia dziewięć lat. Poza tym najważniejsza rzecz - nigdy nie doszłoby do zbrodni, gdybyśmy nie poddali się temu strachowi. Dlatego dziś mając za sobą to doświadczenie, staram się ludzi, których poznaję weryfikować, nie poddawać się tak jak kiedyś pewnej euforii w poznaniu nowego człowieka, że może uda się z nim coś dobrego przeprowadzić. Raczej jestem dość hermetyczny i bardzo trudno do mnie w tej chwili dotrzeć. Wiadomo, że różni ludzie się zgłaszają z tej prostej przyczyny, że w jakiś sposób jestem rozpoznawalny. Oni czasem oczekują, że może odetną jakieś kupony od tego, że mnie znają. Przykładem mogą być zbliżające się wybory samorządowe. Ale cóż, musiałem nauczyć się z tym czynem sprzed lat żyć i nauczyłem się z nim żyć, natomiast ludziom się wydaje, że to jest takie proste. To nie jest łatwe i ten ciężar będę w sobie nosił do końca życia. To wiele razy rzutowało na moje związki z ludźmi, na kontakty emocjonalne. Jestem niestety naznaczony, to jest piętno, którego się nie pozbędę. Dlatego wielokrotnie mówiłem na spotkaniach ludziom - szczególnie młodym ludziom, studentom - żeby nigdy nie bawili się w branie sprawiedliwości w swoje ręce. Co prawda tamte czasy były zupełnie inne i o tym też trzeba pamiętać, że policja pracowała tak jak pracowała, prokuratury -hm, możemy sobie tylko powzdychać; to był jakby nie patrzeć początek czasu przemian gospodarczych. Dziś mamy to lepiej zorganizowane - mamy wydziały terroru kryminalnego, mamy prokuratura generalnego, który w inny sposób rozumie politykę prawną i wszystko to jest bardziej przyjazne obywatelowi. No i powstało dziennikarstwo śledcze, niezależne - bo jeżeli gazeta czegoś nie wydrukuje, to zawsze można stworzyć portal internetowy. Można szukać pomocy, jest łatwiej. Ale najważniejsze jest, żeby nie wchodzić w żadne dziwne układy, które potem rzutują na nasze życie. Z perspektywy czasu uważam swój czyn za bardzo zły i jakby nie patrzeć zapłaciłem za niego 3690 dni. Nie wiem, ile lat będę jeszcze żył, ale do końca życia będę nosił to piętno.


-Jednak z drugiej strony jest pan nie tyle sprawcą, ile ofiarą i tak też jest pan postrzegany. Stał się czyn straszny - zabójstwo, nastąpiło przekroczenie pewnego tabu, odebranie człowiekowi życia, ale stało się to w zupełnie skrajnej, obronnej sytuacji. Zapadł niesprawiedliwy wyrok, a przecież widzimy, że prawdziwi bandyci, przestępcy wychodzą po kilku latach lub cieszą się wolnością...

-To jest dodatkowy element, który człowieka obciąża, bo choć już tego nie porównuję, to jednak mam świadomość, że spędziłem za kratami 10 lat, a ludzie, którzy wymuszają haracze, którzy kogoś ciężko pobili, że o morderstwie nie wspomnę, wychodzą po kilku latach z więzienia i mają się dobrze - co gorsza - wracają do swoich dawnych struktur. Im społeczeństwo nie ma nic do zaoferowania i nawet ich nie potrafi zresocjalizować, bo póki co, w polskich więzieniach nie ma resocjalizacji. Jak to zauważył minister Ziobro, w sytuacji przepełnienia cel nie ma możliwości pracowania z ludźmi - ich się tam tylko przetrzymuje. Wychodzący stąd przestępcy wracają do starego "zawodu", znajdują kolejne ofiary, które potrafią wykończyć lub doprowadzić do ostateczności...


-Ale nie jest tak, że miejsce przestępców jest w więzieniach?

-Ich miejsce jest w więzieniach, tylko właśnie należałoby zobaczyć sobie statystyki - jak stwierdził swego czasu dyrektor Centralnego Zarządu Służby Więziennej, 17 tysięcy ludzi "siedzi" w Polsce za jazdę po pijanemu rowerem; samych alimenciarzy "siedzi" około 20 tysięcy. W większości przypadków "siedzą" tu ludzie słabi, mali, którymi system posługuje się jako danymi statystycznymi, pokazując - o, proszę bardzo, tyle ludzi zamknięto w polskich więzieniach. Faktycznie ci, którzy powinni "siedzieć" - potrafią się wykupić, potrafią się wyłgać, potrafią zastraszyć świadków i są doskonale zorganizowani. W efekcie państwo wielokrotnie przegrywa i trzeba mieć tego świadomość. Owszem, teraz jest nieco lepiej, bo powoływane są różne struktury do walki z mafią, ale to nie jest takie proste...


-Jak się pan odnajduje po tych 9 miesiącach spędzonych na wolności, w nieco innej rzeczywistości, niż ta, którą kiedyś pan opuścił?

-Wie pan, w więzieniu jest albo białe, albo czarne. A na wolności mamy różne odcienie szarości, raz jest lepiej, raz gorzej, trzeba chodzić na kompromisy. Spotyka się człowiek z osobą, która mu coś obiecuje, że załatwi i okazuje się, że ta osoba nie przychodzi, jest niesłowna. Coś nie wychodzi, coś nie idzie, powstaje efekt domina. Weźmy na przykład mieszkanie - do dzisiaj go nie posiadam, więc mieszkam po znajomych. Poza tym mam problemy ze zdrowiem. Jestem wprawdzie w tej chwili ubezpieczony - ale to jest wszystko. Teraz dopiero odkrywam, jaką wielką dziurą w moim życiu było więzienie. Kontakty z ludźmi, nawet taka głupia sprawa jak dowód osobisty - ja, który przecież radziłem sobie, mam z tym problemy, nie umiem wypełnić dokumentów. Człowiek uczy się jak małe dziecko, od nowa żyć. I nie ma pomocy. Gdyby nie znajomi, gdyby nie przyjaciele, wtedy na pewno bym sobie nie poradził. Do tego dochodzi depresja, która trzymała mnie bardzo długo... Mam trudny okres, ale trzeba żyć dalej, trzeba szukać nowych rozwiązań.


-No właśnie, prowadzi Pan własnego bloga ww.splacamdlug.blog.interia.pl, przymierza się do powołania fundacji, być może wkrótce ujrzy światło dzienne nowa książka...

-Tak, to będzie książka "Spłacam dług" napisana wspólnie z Michałem Wojciechowiczem. Na opracowanie czekają 44 historie wybrane spośród historii przeszło tysiąca osób, które przewinęły się przez moją celę. Bo trzeba zaznaczyć, że nie wszyscy, którzy siedzą w więzieniach powinni tam być. Helsińska Fundacja Praw Człowieka szacuje, że w Polsce co roku skazuje się niewinnie 2 tysiące osób, z tego ponad 400 z nich odsiaduje wyroki grubo ponad rok. I jeśli ktoś mówi: niech siedzą, niech zgniją w tych więzieniach, to proszę pomyśleć choćby o tych 400 niewinnych. Może warto dla tych ludzi zmieniać zakłady karne. I niech nikogo nie zmylą tak często pokazywane w celach telewizory. Natomiast sam blog to takie moje przebudzenie - mając za sobą ileś tam spotkań z ludźmi, zastanawiałem się, jak im odpowiedzieć na te wszystkie listy. Bo co, będę całymi dniami siedział w Internecie i na nie odpowiadał? Zainteresowanie blogiem przeszło moje najśmielsze oczekiwania i poświęcam mu kilka godzin dziennie. Dzięki temu - "spłacam dług". Ludzie mogą czerpać z tego jakąś wiedzę o moim doświadczeniu życiowym, a wszystkiego nie jestem w stanie przekazać na spotkaniach, w książce czy nawet w takiej rozmowie, jaką teraz prowadzimy. Poza tym, ilu osobom jestem w stanie podziękować osobiście? Podziękować za akcję zbierania podpisów pod petycją o moje ułaskawienie, która to akcja rozpoczęła się w Tarnowie, z inicjatywy kilku dziennikarzy, a zaangażowały się w nią nawet wszystkie młodzieżówki partyjne. Na mojej stronie jest chyba około 150 nazwisk osób, którym wyrażam podziękowania, a chciałbym podziękować wszystkim. Poza tym jestem dobrym przykładem, że w tym demokratycznym kraju walka może się jednak udać, bo przecież nie politycy mnie z więzienia wyciągnęli, tylko ludzie, społeczeństwo. Politycy patrzą na słupki, kalkulują. Tymczasem prawie 37 tysięcy wstawiających się za mną osób wyraziło zdanie, że może już wystarczy. I ja im wszystkim bardzo dziękuję, dziękuję przede wszystkim tym zwykłym ludziom, którym się rzadko dziękuje, których się czasem wykorzystuje w kampaniach wyborczych, którym się obiecuje, których się mami i którzy się czasem dadzą nabrać. Ale ludzie są coraz lepiej wyedukowani. I widzą - niech pan popatrzy, co się dzieje w pana mieście, we wszystkich miastach, ile prowadzonych jest remontów i inwestycji, bo zbliżają się wybory samorządowe i trzeba pokazać społeczeństwu, że coś się jednak przez te cztery lata robiło. Gdyby wybory samorządowe odbywały się co dwa lata, dzięki temu coś by się działo, nasz kraj szybciej by się zmieniał. A jeżeli chodzi o mnie... cóż, pracuję w Polskim Towarzystwie Higieny Psychicznej, w projekcie dotyczącym trudnej młodzieży, piszę książkę, staram się odnaleźć, ale to jest cały czas walka, walka, walka i szukanie własnego miejsca w życiu...

Dziękuję za rozmowę.

/M. Poświatowski/

Podziel się nim ze znajomymi:

Czytany: 9296 razy,
ostatnio: 2018-09-23 03:10:25

Skomentuj ten artykuł:

Komentarze:

  ~
   
Jeszcze nikt się nie wypowiedział na ten temat.

Powrót

Strona główna  ·  Aktualności  ·  Rozrywka  ·  Turystyka  ·  Komunikacja  ·  Gospodarka  ·  O Ostrowcu  ·  Użytkownicy  ·  Kontakt

Osób online: 172       © 99-2017 MAcSi & Redakcja       Nasze domeny: Ostrowiec Świętokrzyski · Ostrowiec Św. · Naprawa zderzaków

Uwaga! Nasza strona stosuje pliki cookies w celu zapewnienia poprawnego funkcjonowania serwisu i korzystania z naszych usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz te ustawienia zmienić wykorzystyjąc odpowiednie funkcje przeglądarki. Zamknij