Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót
2007-01-29 14:42:49

Podniesienie ręki na nauczyciela będzie "kosztowało drożej"...

Z wiceministrem edukacji - Mirosławem Orzechowskim - rozmawia Mirosław Poświatowski

W okresie od września do listopada 2006 roku Kuratoria Oświaty zgłosiły 329 zdarzeń o charakterze przemocy. Obok samobójstw i gwałtów, największą grupę stanowi kategoria "inne" - w województwie warmińsko - mazurskim było 99 takich zdarzeń, w świętokrzyskim zaś... ani jednego. Najwyraźniej w naszym województwie - od Kielc po Ostrowiec Świętokrzyski - praktyka "zamiatania pod dywan" szkolnych problemów z małoletnimi bandytami trzyma się mocno. Tymczasem skala problemu jest ogromna. Być może sposobem na uratowanie tego, co zaprzepaszczono w polskim systemie edukacji na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, jest rządowy program "Zero tolerancji dla przemocy w szkole". Być może... Dziś prezentujemy wywiad z wiceministrem edukacji Mirosławem Orzechowskim, natomiast za tydzień jego główne założenia.

-Wiele medialnego szumu powstało wokół kwestii zbierania przez ministerstwo informacji dotyczących liczby uczennic w ciąży...

-W ramach tej ankiety chcemy się dowiedzieć, jak duży jest problem dziewcząt zachodzących w ciążę w szkołach i pytamy dyrektorów szkół, co dana placówka w tej sprawie robi - jaką pomoc oferuje. I jeśliby któryś dyrektor wykazał się wątpliwościami lub brakiem przygotowania, będziemy wówczas wkraczać za pośrednictwem kuratoriów; chcemy by te uczennice otrzymywały pomoc, przede wszystkim o charakterze psychologicznym, ale też by mogły normalnie kontynuować edukację, otrzymać "urlop"...


-Jednym z nowych pomysłów Ministerstwa Edukacji, zawartym w programie "Zero tolerancji", jest powstanie specjalnych placówek wychowawczych dla "trudnych" uczniów, będących czymś pośrednim między szkołą a "poprawczakiem"...

-Od września będziemy chcieli lokować pierwsze tego typu ośrodki - w pierwszej kolejności tam, gdzie są gęste skupiska ludzkie, bo często niesie to z sobą podniesienie poziomu agresji w szkołach.


-Kolejny problem: awans nauczycieli. Coś, co w znacznej mierze odbywa się w sferze żmudnie gromadzonych papierków, których nikt nie czyta. I druga kwestia: co czeka nas dalej, kiedy prócz świeżo upieczonych nauczycieli, wszyscy pozostali będą mieli już najwyższy stopień awansu zawodowego?

-Będziemy umacniać rolę dyrektora szkoły, aby go ochronić przed organem prowadzącym - oczywiście nie tak, żeby stawał się udręką, ale żeby miał siłę powiedzenia, iż np. udzieli danemu nauczycielowi negatywnej oceny lub, by mógł decydować o tym, jak docenić nauczyciela rozwijającego się, dobrego, bo on go przecież najlepiej zna. Jest to szczególnie istotne w małych społecznościach, w małych gminach, gdzie rola nauczyciela w zderzeniu z np. wójtem jest dużo słabsza, niż w dużym mieście, gdzie nauczyciel przychodzi w osobie związku zawodowego. Rzecz w tym, by dyrektor mógł powiedzieć: nie, panie wójcie; nie, panie burmistrzu; nie, panie starosto - temu człowiekowi należy się awans. Obecny system awansu nauczycieli jest archaiczny i idzie w kierunku fikcji.


-Jaka jest Pana ocena stanu szkolnictwa wyższego, prywatnego w szczególności. Dziś bowiem tytuł magistra stracił na znaczeniu, prace magisterskie są zamawiane, a wielu "magistrów" w dawnych czasach "nie ukończyłoby liceum".

-Powiem tak: moja córka była pół roku na stypendium z Uniwersytetu Łódzkiego w Estonii. To była prawdziwa "Wieża Babel", z młodymi ludźmi praktycznie z całego świata. I to właśnie Polacy byli najsilniejszą, choć zaledwie trzyosobową grupą socjologów. Na początku pobytu każdy student składał propozycje, czego chciałby się uczyć - a wiadomo, że nikt się przesadnie przemęczać nie chce. I stało się tak, że wszystkie programy złożone przez Polaków zostały odrzucone - pozostali studenci stwierdzili, że takich rzeczy oni się uczą tylko na zajęciach pozalekcyjnych, bo to jest za trudne i brakuje na to czasu. A u nas te zagadnienia były normalnym kursem. Tak więc myślę, że nie jest tak źle z polską nauką. Oczywiście, narzeka się, że nasze programy są przeładowane i pewnie należałoby nieco uczniom ulżyć. Ale dzięki temu polska młodzież jest lepiej wykształcona.


-Czy nie sądzi Pan, że umiejscowienie religii w szkole zaszkodziło zarówno samej szkole, jak i przede wszystkim religii, uczestnictwu w życiu Kościoła? Czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie jej w kościele, w sferze sacrum?

-Żeby pan się mógł dowiedzieć, co to jest sacrum, to musi pan sięgnąć do profanum, musi pan sięgnąć po książkę, wytężyć umysł, żeby zbliżyć się do sacrum. Religia uczy, czym jest dobro, piękno i prawda. Uczy samych dobrych rzeczy: nie zabijaj, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa... I tego właśnie potrzeba polskiej szkole - wychowania do wartości. Nie chcę oceniać pańskiego pytania, ale myślę, że jest ono nietrafione. Religia jest taką samą nauką jak każda inna. W związku z tym ma takie same prawa, jak każdy inny przedmiot w szkole.


-Pozwolę sobie się z Panem nie zgodzić, tym bardziej, że wyrażam pogląd wielu katolików.

-To tym bardziej powinni oni pójść na lekcje religii.


-Nie rozumiemy się, to jest kwestia miejsca - religia powinna być nauczana w szkole?

-Szkoła jest od tego, żeby uczyć dzieci. Religii też trzeba uczyć, więc pytam się, dlaczego nie w szkole?


-Wobec tego odłóżmy na razie ten temat. Czy wiceminister edukacji jest zwolennikiem państwa wyznaniowego?

-Kompletny absurd. Nauka religii nie kieruje człowieka w stronę państwa wyznaniowego. Państwo wyznaniowe to takie, które ma w przepisach porządkujących rzeczywistość prawną - przepisy religijne. Wśród takich państw jest Izrael, Iran... Nigdy Polska, Polska była zawsze bardzo liberalnym krajem, do którego uciekali wszyscy prześladowani z powodów religijnych mieszkańcy Europy. Uciekali tu Czesi, uciekali Żydzi, uciekał każdy, bo wiedział, że tutaj znajdzie spokojną przystań.


-Jakby się Pan ustosunkował do zapowiadanej groźby strajku nauczycieli?

-To są kolejne harce polityczne panów powiązanych z SLD. Przypominam - Związek Nauczycielstwa Polskiego był częścią składową Komitetu Wyborczego SLD jeszcze w poprzednich wyborach i ja nie jestem tymi groźbami zaskoczony, bo to nic nowego. Natomiast wierzę, że do takiego strajku nie dojdzie - polski nauczyciel nie strajkuje, polski nauczyciel uczy i wychowuje polskie dzieci. A to jest po prostu polityczna draka i tyle.


-Tak się u nas utarło, że każdy kolejny minister chce majstrować przy systemie edukacji. Czy programy szkolne nie są dość przeładowane? Jak ministerstwo chce przeprowadzać jakąkolwiek reformę pod presją medialnych, często uzasadnionych, ataków, jak to miało miejsce w przypadku chociażby zamieszania z maturą? Na ile program "Zero tolerancji" jest realny?

-My nie majstrujemy przy programach. Tutaj dużą rolę do odegrania mają raczej dyrektorzy szkół, którzy pod stosownym nadzorem kuratora mogą je konstruować. Nie jestem zwolennikiem zmieniania wszystkiego na zasadzie: przychodzą nowi - to będą kręcić przy tym edukacyjnym mechanizmie i coś robić po swojemu. Choć pamiętam ministra, który obiecał, że nic zmieniać nie będzie, czego efekty widać. Natomiast jeśli chodzi o program "Zero tolerancji dla przemocy w szkole" - proszę zauważyć, że nie będzie się to wiązało z obciążeniami finansowymi dla placówek edukacyjnych, bo np. kiedy mówimy o monitoringu na korytarzach - to jest w naszej gestii; nie ma mowy o wydatkach także wtedy, kiedy proponujemy, żeby młodociany łobuz, szkolny gangster, nie uzyskał promocji do następnej klasy. Nasz program ma ogromne poparcie społeczne, w sondażach sięga ono 75%, choć ja osobiście do sondaży nie przykładam takiej wagi. Oczywiście, zawsze lepiej jest być przekonanym, że to co się robi, trafia do ludzi i spotyka się z poparciem, ale ja bym to robił nawet wówczas, gdyby tego poparcia nie było, ponieważ polska szkoła wymaga gruntownej zmiany; kwestia wychowania dzieci zaszła w naszym kraju tak daleko wstecz, że już wszyscy mówią "zróbcie coś"... Jeżeli sami nauczyciele mówią, że się boją wejść do swojej klasy - to jest alarm. I np. negatywna ocena ze sprawowania, która daje szansę podjęcia przez radę pedagogiczną decyzji o nie udzieleniu promocji, wydaje się rzeczą naturalną, w obrębie tego co się dzieje, w obrębie pamięci o tym nieszczęsnym nauczycielu, któremu uczeń zakłada kosz na głowę i jeszcze robi z tego film do Internetu, w obrębie tego, kiedy czterech bandziorów symuluje gwałt na dziewczynie, a ona potem popełnia samobójstwo... Na co jeszcze czekać?


-Z jednej strony nauczyciele są wyjątkowo trudno reformowalną grupą zawodową. Z drugiej - chciałoby się wzmocnić ich autorytet. Jednak czy nie jest tak, że jednym z podstawowych problemów jest kulawa relacja między rodzicem a nauczycielem - którego autorytet, w domu jest z góry kwestionowany?

-Ma pan rację, tutaj problemem jest to, że powstają pozorne koalicje rodzica z uczniem przeciwko nauczycielowi - ta sytuacja jest nie tylko niezdrowa, ale wręcz patologiczna. A przecież nie chodzi nawet o powrót do czasów, gdy ja chodziłem do szkoły - kiedy mówiąc w domu, że nauczyciel się na mnie uwziął, mogłem tylko oberwać ścierką od mamy. Bo wówczas wszyscy mieli pełne zaufanie do wychowawców w szkołach, wychowawców, którzy dawali wzór swoją postawą; bo wówczas wiadomo było, że dobro dziecka jest w szkole na pierwszym miejscu. I jak dostałem dwójkę czy inną karę, to darmo tego nie dostałem. A rodzic stał po stronie nauczyciela. Dzisiaj ta relacja jest zachwiana, będziemy starali się ją odbudowywać, oczywiście na ile siłą administracyjną można wpłynąć na tę sferę. Mam nadzieję, że przez naszą uporczywość, konsekwencję w przywracaniu szkole funkcji wychowawczej - bo szkoła została tego wychowania pozbawiona - zyskamy zaufanie rodziców i staną po naszej stronie. Przecież to wszystko jest dla dobra ich samych i dla dobra dzieci, które kiedyś staną się kierownikami państwa, prezydentami miast...


-A czy nie jest tak, że największym "rozsadnikiem" szkolnej agresji, na co wydają się też wskazywać niektóre statystyki, jest gimnazjum? Twór, do którego uczęszcza młodzież wchodząca w najtrudniejszy okres dorastania, odizolowana od starszych i młodszych uczniów? Może lepiej je zlikwidować?

-Faktycznie, to jest najtrudniejszy wiek, wiek, w którym młodzi chłopcy, młode dziewczęta stają się dorosłymi w sensie biologicznym, więc burzliwość wewnętrznych przemian jest tu najbardziej widoczna. Trudno powiedzieć, czy powstanie gimnazjów było błędem. Prezentuję pogląd, że podział na te trzy stopnie edukacji wynikał z pewnej fascynacji porządkiem przedwojennym. Tylko że wtedy nie było obowiązku szkolnego; dzisiaj jest do 18 roku życia. Teoretycznie więc mogłaby funkcjonować jedna szkoła, dzięki czemu młodzi ludzie wrastaliby w swoje społeczności, a tu mamy po drodze trzy stopnie edukacji...


-Więc może lepiej w ogóle znieść obowiązek szkolny, jako że człowiek to najbardziej ceni, co z trudem w pocie czoła musi zdobywać, wypracowywać?

-To pomysł ryzykowny, ale chyba nie dający się zrealizować w Polsce na tym etapie historycznym. No i jednak każde państwo, europejskie tym bardziej, ma interes w tym, żeby jego obywatele byli ludźmi światłymi, żeby zdobywali wiedzę i nie zapóźniali się w stosunku do innych narodów. Moim zdaniem ten obowiązek jest rachityczny w swojej wersji formalnej, tzn. nakazywanie praktycznie dorosłemu już człowiekowi, żeby chodził do szkoły - to nie przystaje do naszego rozumienia praw człowieka. Natomiast tutaj państwo decyduje się na takie rozstrzygnięcie dla własnego dobra, dla dobra tych ludzi, choć może oni tego dobra jeszcze nie rozumieją.


-Pan minister sporo uwagi poświęca wychowaniu patriotycznemu. Jak ministerstwo chce dziś promować takie postawy, skoro wmówiono nam, że jesteśmy przede wszystkim "Europejczykami"? Skoro zaletą jest mobilność, zdolność do radykalnych zmian miejsca zamieszkania, z dala od korzeni, przez co państwo polskie kształci ludzi, którzy potem wyjeżdżają za granicę? Nawiasem mówiąc, w ten sposób inwestowanie państwa polskiego w edukację jego obywateli stało się tak naprawdę dotowaniem innych krajów...

-No tak, ale zna pan takie państwo, co się nazywa Europa? My jesteśmy Europejczykami w sensie kulturowym, cywilizacyjnym, ale tyle będziemy warci w Europie, ile będziemy szanować sami siebie. Nikt w Europie nie szanuje kogoś, kto nie szanuje samego siebie. Proszę popatrzeć na Niemców, Francuzów, Anglików - oni muszą mieć swoją tożsamość. Nam ktoś próbował wmawiać, że jak się pozbędziemy polskości, jak się oderwiemy od tego, co ugruntowało nas i sprawiło, że jesteśmy tymi, kim jesteśmy, to będziemy tam milej widziani. Bo wtedy będziemy mogli pracować w sanitariatach czy nosić cegły na budowie... My musimy się kształcić i doskonalić jako Polacy, bo to jest nasze zarzewie i to jest nasz obowiązek wobec przyszłych pokoleń.


-Ale jak ministerstwo chce promować patriotyzm, skoro w wyniku propagandowych manipulacji udało się postawić znak równości między patriotyzmem a nacjonalizmem i faszyzmem? Jak ministerialne kadry chcą tego dokonać, skoro np. w mediach Młodzież Wszechpolska postrzegana jest jako organizacja faszystowska i każda próba promowania patriotyzmu będzie widziana jako promowanie czegoś podejrzanego, a w najlepszym razie "de mode"?

-Tych znaków równości nie stawiał nikt, kto kocha Polskę. Ale niech sobie mówią, psy szczekają, karawana jedzie dalej. Widzi pan, ci którzy stawiają, idiotyczne najczęściej, zarzuty, np. Młodzieży Wszechpolskiej, są widać ludźmi, którzy nie szanowali lekcji historii. A gdyby szanowali, to by musieli wiedzieć, że największą ofiarę w czasie II wojny światowej poniósł ruch narodowy, do którego odwołuje się Młodzież Wszechpolska i po wojnie największe prześladowania komunistyczne dotykały resztek podziemia niepodległościowego z ruchu narodowego. I dzisiaj przypisywanie sympatii ruchom hitlerowskim, neohitlerowskim, bo proszę nie mylić tego z faszyzmem - jest czymś absolutnie nieodpowiedzialnym albo głupim, bo nie uwzględnia historii. Ruch narodowy był zawsze sceptyczny i ostrożny, jeśli chodzi o związki polsko - niemieckie. W związku z tym przypisywanie teraz fascynacji tamtym obszarem jest dowodem dosyć głębokiej niewiedzy.


-Pytanie podsumowujące: mógłby Pan wyliczyć sukcesy swojego ministerstwa?

-Myślę, że cały program "Zero tolerancji", który został jednym tchem uznany za program rządowy i wpisany do programu "Solidarne Państwo" jest takim sukcesem. Kiedy obejmowałem swój urząd, natknąłem się na liczne przykłady marnotrawstwa, zaniechań, szkodnictwa i głupoty ze strony niektórych osób, którym przychodziło podejmować decyzje w kwestii edukacji. W pierwszym jednak rzędzie za skandaliczne uważam funkcjonowanie "jednorocznych" podręczników, innych u każdego nauczyciela danego przedmiotu; MEN dołoży starań, by to się zmieniło, a ceny podręczników nie przesądzały o "być albo nie być" wielu polskich rodzin. Każdy podręcznik powinien móc służyć wiele lat. Na program "Zero tolerancji" składa się wiele działań; m.in. jest - jak to nazwano: "godzina policyjna" dla nieletnich, jest przywrócenie mundurków w szkołach, jest wychowanie patriotyczne, monitoring, specjalne placówki edukacyjne i działania mające na celu przywrócenie autorytetu nauczycielowi. Przede wszystkim podniesienie ręki na nauczyciela - jako urzędnika państwowego - będzie "kosztowało drożej". Obecnie dyskutowana jest także koncepcja wydłużenia liceum o rok i wprowadzeniu rok wcześniej obowiązku szkolnego. Oczywiście niektóre media nam w tych działaniach nie pomagają, powstają różnego rodzaju teksty pisane "pod zlecenie". Na ten medialny szum nie mamy wpływu... Poza tym, niewątpliwym sukcesem jest wywalczenie podwyżek dla nauczycieli. A już się wydawało, że wszyscy będą mogli rzucić się na pana premiera, który "nie zrealizował zapowiedzi", która - przypominam - również był zapowiedzią rządową. Dziś jesteśmy w komfortowej sytuacji, pieniądze na podwyżki są, mało tego - one są "oznaczone", więc wiadomo, że nie pójdą na chodniki..


-No tak, ale nauczycielom już wiele razy, wiele obiecywano...

-Nieszczęście polegało na tym, że podwyżki wpisywano w subwencję, a ta stając się pieniądzem samorządowym, stawała się "nieczytelna" pod tym względem. Teraz te pieniądze z pewnością trafią do nauczycieli.I wbrew temu, co próbowano opinii publicznej wmówić, dla nas walka o podwyżki nie była walką polityczną, tylko wyrazem wiarygodności i warunkiem sukcesu programu "Zero tolerancji".


-Ile w Pana ocenie potrwa odbudowywanie tego, co w polskim systemie edukacji przez ostatnie lata zniszczono?

-My mamy jeszcze trzy lata i myślę, że najważniejsze rzeczy uda się nam zrealizować. A później... będziemy mieli następne cztery lata, bo wygramy wybory...

/Mirosław Poświatowski/

Podziel się nim ze znajomymi:

Czytany: 10613 razy,
ostatnio: 2018-06-24 10:07:13

Skomentuj ten artykuł:

Komentarze:

  ~
   
Jeszcze nikt się nie wypowiedział na ten temat.

Powrót

Strona główna  ·  Aktualności  ·  Rozrywka  ·  Turystyka  ·  Komunikacja  ·  Gospodarka  ·  O Ostrowcu  ·  Użytkownicy  ·  Kontakt

Osób online: 162       © 99-2017 MAcSi & Redakcja       Nasze domeny: Ostrowiec Świętokrzyski · Ostrowiec Św. · Naprawa zderzaków

Uwaga! Nasza strona stosuje pliki cookies w celu zapewnienia poprawnego funkcjonowania serwisu i korzystania z naszych usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz te ustawienia zmienić wykorzystyjąc odpowiednie funkcje przeglądarki. Zamknij