Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2005-09-19

Pożegnanie w niesławie

Ostrowiec pożegnał Masztalera

W trakcie drugiej połowy meczu KSZO ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki pomarańczowo-czarny klubowy szal zawieszony na szyi Jerzego Masztalera aż trzykrotnie ześlizgnął się i spadł na ziemię. Za pierwszym razem, oczywiście nieumyślnie, został przez trenera podeptany. To była wizualna oznaka tego, co wydarzy się po zakończeniu spotkania. Ostrowiec pożegnał Masztalera, szkoda tylko, że Masztaler nie umiał godnie pożegnać się z Ostrowcem.
Bardzo chciałbym znaleźć w jego krótkiej pracy z KSZO jakieś pozytywy. Niestety, przeważają oceny negatywne. Katastrofalne pomyłki w polityce transferowej, w przygotowaniu taktycznym, w doborze zawodników na poszczególne mecze, wreszcie dość kiepska umiejętność tłumaczenia się ze słabej gry drużyny. Masztaler nie posiadał nawet, bardzo modnej w obecnych czasach, zdolności robienia dobrej miny do złej gry. Brnął w śmiesznych, chwilami absurdalnych wypowiedziach, podejmował te same, błędne decyzje, a co najgorsze, nie pozwolił sobie wytłumaczyć, że robi źle. Nie przyjmował do siebie uwag, życzliwych wskazówek, nawet merytorycznej krytyki. Dziwne poczucie trenerskiego honoru zabraniało mu publiczne przyznanie się do błędu. Zabrakło choć odrobiny skromności i wyciągnięcia wniosków z kolejnych, fatalnych występów prowadzonej przez siebie drużyny. Masztaler nie rozumiał, albo nie chciał rozumieć, na czym polega zasadnicza różnica pomiędzy prowadzeniem zespołu, a wykładaniem teorii piłki nożnej na AWF. Nieudolnie przekonywał kibiców, że lansowana przez niego taktyka na "podmęczenie" przeciwnika jest jedynym antidotum na wygrywanie w drugiej lidze. Nieudolnie, bo na stadionie w Ostrowcu w znakomitej większości zasiadają ludzie wiedzący o co chodzi w tej całej zabawie. Nikt nie miał wątpliwości, że wystawienie jednego napastnika w meczach na własnym boisku jest taktyką wręcz samobójczą. Trener był jednak głuchy na głosy wszystkich dookoła.

Niestety, okazało się, że nawet pojęcie godnego rozstania się z kibicami i pracodawcą jest dla Masztalera obce. Po zakończeniu sobotniego spotkania o słabe wyniki oskarżył on w głównej mierze prezesa Mirosława Stasiaka, a sobie "przypisał" tylko 50 procent winy. Twierdził, że właściciel KSZO natrętnie przeszkadzał mu w pracy, straszył kolejnych szkoleniowców przed specyficznym "układem organizacyjnym", jaki panuje w KSZO. Okazuje się, że także pamięć nie jest najmocniejszą stroną byłego już, na szczęście, szkoleniowca ostrowieckiego zespołu. Ani bowiem w sprowadzeniu kolejnych zawodników w przerwie wakacyjnej, ani w taktyce na poszczególne mecze, ani wreszcie w prowadzeniu treningów nie przeszkadzał mu nikt. We wszystkim otrzymał wolną rękę. Zawiódł, ale tradycyjnie nie umiał się do tego przyznać...

Z całą pewnością nie będziemy mile wspominać gry KSZO za kadencji trenera Masztalera. Abstrahując od oczywistej odpowiedzialności za taki stan rzeczy wielu piłkarzy, otrzymaliśmy pokaz futbolu brzydkiego i na domiar złego nieefektywnego, w czym niemała zasługa samego szkoleniowca.

Jerzego Masztalera zgubiła nadmierna pewność siebie i przesadna wiara w perfekcyjność swojego warsztatu. Zgubiło sprytnie tuszowane, choć dla wnikliwego obserwatora bardzo widoczne faworyzowanie "lubianych" i dyskryminowanie "lubianych mniej" zawodników. Zgubił strach przed zmianami i przechodzący z trenera na trenera lęk przed sukcesywnym wprowadzaniem wychowanków.

Nie ma jednak większego sensu pastwienie się nad innymi nieudanymi posunięciami Masztalera. Teraz trzeba się zastanowić, czy nowy szkoleniowiec zdoła odrobić czternaście straconych przez KSZO punktów, a przede wszystkim czy będzie umiał ustrzec się pomyłek popełnianych przez poprzednika. Bo to będzie prawdopodobnie klucz do lepszej gry drużyny, a takiej życzyliby sobie wszyscy fani pomarańczowo-czarnych.
/K. Jóźwik/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 3199 razy,
ostatnio: 2019-09-12 20:59:04
Skomentuj artykuł:
Powrót