Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2003-04-16

Szef Piłkarskiej Ligi Polskiej dla Gazety: Nie można grać w ekstraklasie za wszelką cenę.

                  Nie ma co grać w ekstraklasie za wszelką cenę. Zespoły, które przegrywają prawie dwucyfrowo do zera, bo nie mają pieniędzy na pensje dla piłkarzy, grają juniorami lub głębokimi rezerwami powinny rozważyć wycofanie się z rozgrywek - mówi "Gazecie" dyrektor Polskiej Ligi Piłkarskiej Leszek Miklas.
           

           
            W poniedziałkowej "Gazecie" napisaliśmy, że w głowach kilku osób mających wpływ na polską piłkę pojawił się pomysł reformy ligi. Najbardziej radykalny postulat to osiem drużyn w ekstraklasie i osiem w pierwszej lidze oraz próba zainteresowania nowym produktem także stacji otwartych. O tym, czy zmiany uda się wprowadzić, zadecyduje m.in. Polska Liga Piłkarska, która w lipcu 2005 r. przejmie w Polsce władzę nad ligowymi rozgrywkami. Od niedawna jej dyrektorem wykonawczym jest Leszek Miklas, niegdyś prezes Legii Warszawa.
         
            - Moim zadaniem jest wynegocjowanie warunków, na jakich będziemy prowadzić od lipca 2005 r. rozgrywki ligowe - mówi Miklas. - PLP ma dbać o wizerunek polskiej I i II ligi. Trzeba zmienić ligę od strony finansowej. Musi być tak, że pieniądze wydawane równają się przychodom. Chcielibyśmy przekonać kluby do tego, by po każdym sezonie dało się publikować informacje dotyczące transferów, przychodów ze sponsoringu i reklamy... Chcemy zmienić wizerunek ligi. Pokazać biznesowi, że to nie są działacze, którzy nie wiadomo co robią z pieniędzmi, nie wiadomo, na co one idą, nie wiadomo, ile zarabiają piłkarze, ale na pewno za dużo.
         
            Jacek Adamczyk: Rok 2005 będzie trudny dla ligi. Wtedy bowiem wygasa kontrakt na telewizyjne transmisje z Canal+. Zostało mało czasu, by z naszej ekstraklasy stworzyć atrakcyjny produkt. Pan ma pomysł, co zrobić? Jak ją zreformować? Andrzej Placzyński z firmy Sportfive, która będzie sprzedawała prawa do ligi, proponuje zmniejszyć ją do ośmiu drużyn.
         
            Leszek Miklas: Samoograniczeniem dla ligi będą pieniądze. Jeśli w wyniku procesu licencyjnego okaże się, że niektóre kluby ich nie mają, to same wypadną z gry. Najważniejsze będą kryteria finansowe.
           
            Być może lepiej byłoby dla ligi, gdyby grało w niej osiem drużyn. Ale z drugiej strony są kluby np. z II ligi, które finansowo mają się bardzo dobrze. Szkoda byłoby je stracić. Moim zdaniem w pewnym momencie szefowie klubów zrozumieją, że nie ma sensu wchodzić do I ligi, jeśli nie podoła się grze w niej.
   
      Uważam, że w końcu górę weźmie zdrowy rozsądek. Już raz wykazano go przy zmniejszeniu ligi, bo gdyby prezesi klubów uparli się, nadal byłoby w niej 16 drużyn. Doświadczenia Pogoni i KSZO Ostrowiec najdobitniej pokazują, że nie ma co grać w ekstraklasie za wszelką cenę. Będą występowały w niej wyłącznie zespoły, które są na to przygotowane.
           
Czyli ile zespołów powinna liczyć ekstraklasa w okresie przejściowym?

                  - Skoro zapadła decyzja, że w I lidze ma być 14 drużyn, niech one grają. Drużyny które przegrywają prawie dwucyfrowo do zera, bo nie mają pieniędzy na pensje dla piłkarzy, grają juniorami lub głębokimi rezerwami powinny rozważyć wycofanie się z rozgrywek. Nie dołączałbym wówczas do ekstraklasy nowych. Wprowadziłbym naturalną selekcję. Wtedy nikt nie będzie miał do nikogo pretensji, że coś próbowano ograniczać.

         
            Nie jest najistotniejsze, czy zostanie 10 czy 12 drużyn. Proszę pamiętać, że swego czasu Lech Poznań spadł z ligi i w sytuacji kryzysowej potrafił się zmobilizować. Ma teraz szansę na pozostanie w ekstraklasie. Takie oczyszczenie może się przydać.

         
          Co się stanie, jeśli w 2005 r. żadna stacja telewizyjna nie zdecyduje się na kupno praw do ligi? Czy nadal będziemy liczyć na naturalną selekcję?
           
            - Jeżeli produkt byłby absolutnie nieatrakcyjny dla stacji telewizyjnych, które gotowe byłyby kupić go tylko pod pewnymi warunkami, jestem przekonany, że prezesi sami dojdą do wniosku, że lepiej zaoferować coś mniejszego niż nic. Nie ma tak, że liga gra dla siebie, jest 20 zespołów amatorskich, wszystkie na poziomie Luksemburga. To jest niedopuszczalne.

         
           To co zrobić, jeśli np. klubowi z tradycjami nie będzie dopinał się budżet? Pewnie podniesie się lament, że to wielka strata, jeśli zabraknie go w ekstraklasie, że tak nie można...
           
            - Licencje będą przyznawane zgodnie z zaleceniami UEFA. Nie wyobrażam sobie, żeby żaden polski zespół nie grał w europejskich pucharach, bo dwa czy trzy kluby nie spełniają warunków licencyjnych, a mają wielkie nazwy. Ale takie m.in. spotkają nas wtedy sankcje.
           
          Z jednej strony macie dbać o interesy klubów, a z drugiej wymagać bezwzględnie wypełniania wymagań licencyjnych. Czy to nie jest sprzeczne?
           
            - Mamy być gwarantem, że kluby spełniają wszystkie warunki. Nie będzie tak, że 30 prezesów zagrozi losowi swoich klubów tylko dlatego, że jeden nie jest w stanie poradzić sobie z wymogami.

         
            Widzew Łódź nie jest w PLP, a dla Legii problemem przy podjęciu współpracy jest Pana osoba. Czy to nie grozi rozłamem?
           
            - Myślę, że Widzew w końcu do nas przystąpi. Nie widzę też powodów, by Legia nie chciała uczestniczyć w czymś, co będzie atrakcyjne.

         
            Jednak szefowie warszawskiego klubu twierdzą, że to Pan doprowadził Legię do kłopotów finansowych, więc nie wierzą, że poradzi Pan sobie na nowym stanowisku.
           
            - To kompletny absurd. Zacząłem być prezesem Legii w najtrudniejszym momencie, gdy sponsor - firma Daewoo - "się posypał". Z jednej strony miałem kontrakty zawodników pasujące do bogatej Legii, a z drugiej - pustą kasę. Właściciel zaś postawił cel - zdobycie mistrzostwa Polski. Osiągnąłem go w warunkach o wiele trudniejszych niż kiedykolwiek wcześniej. Dlaczego Legia uważa, że będzie miała budżet jak Wisła Kraków, skoro nie ma głównego sponsora z pieniędzmi ? Klub w Polsce dzisiaj nie może mieć ogromnego budżetu bez sponsora.

   
      Kto powinien kierować Polską Ligą?
     
      - Nie wyobrażam sobie, żeby będąc prezesem pierwszoligowego klubu, jednocześnie być szefem PLP i prowadzić aktywną działalność w organizacji. Być może, gdy ruszy liga pod naszym nadzorem, nie będę sam, tylko pojawi się np. dyrektoriat złożony z trzech osób. Z założenia nie powinno być w nim ludzi pracujących w klubach. Gdy się działa w klubie, nie można być w stu procentach obiektywnym, kierując całą ligą.
     
      Zbigniew Boniek we wczorajszej "Gazecie" sugerował, że w PLP powinno być ciało nadzorcze złożone z ligowych prezesów, a rządzić nią powinni sprawni menedżerowie.
     
      - To jest naturalne. I tak będzie. Obecny zarząd PLP to w zasadzie organ nadzorczy. Natomiast wspomniany dyrektoriat będzie decydować o przyszłości ligi i rozstrzygać spory między klubami.
     
    Uchodzi Pan za człowieka Zbigniewa Bońka.
     
      - Wcale mi to nie przeszkadza. To dla mnie komplement.

   
Myśli Pan, że Boniek powinien być np. szefem PLP?
     
      - To nie byłoby złe rozwiązanie. W takiej organizacji potrzebny jest człowiek, który ma otwartą głowę i wiele pomysłów.

   
Jednak w środowisku piłkarskim Boniek nie ma najlepszych notowań.
     
      - Człowiek, który podejmuje bardzo odważne decyzje, zawsze będzie miał grupę wrogów.

   
Jacek Adamczyk
/ Gazeta.pl/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 15886 razy,
ostatnio: 2020-07-08 23:00:22
Skomentuj artykuł:
Powrót