Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2003-04-14

Rewolucja w ekstraklasie?

      Już za dwa lata osiem drużyn w ekstraklasie, osiem w pierwszej lidze, transmisje z najważniejszych wydarzeń w telewizji publicznej - marzonka czy realny plan? Na razie to tylko pomysł, który zrodził się w kilku głowach. Ale to głowy kilku ważnych ludzi.

      - To rewolucja, zgoda. Ale za dwa lata, gdy wygasa umowa PZPN z Canal+, głównym sponsorem ligi, ekstraklasa w dotychczasowym kształcie może być mało atrakcyjna dla stacji telewizyjnych - mówi Andrzej Placzyński, dyrektor ds. handlowych w firmie Sportfive, pośredniczącej w sprzedaży praw do transmisji. - A zmniejszona liga to raz na tydzień tylko cztery kolejki. Zawsze grałaby czołówka - zachwala Placzyński.


   

      - Może w takiej sytuacji zainteresowalibyśmy się ligą. W 3 TVP jest miejsce na transmisje - komentuje Janusz Basałaj, szef sportu w telewizji publicznej.


   

      - 12 czy nawet dziesięć zespołów byłoby w sam raz. Tyle jest chyba na dzisiaj pieniędzy, żeby kluby mogły szybciej się rozwijać - twierdzi Jacek Okieńczyc, szef sportu w Canal+.


   

      Andrzej Placzyński, czyli kup pan ligę

      Andrzej Placzyński to wpływowa postać w polskiej piłce. Gdy prezesa PZPN Michała Listkiewicza zapytano o doradców, zażartował, że o wszystko pyta żony, radzi się także wróżki oraz spotyka w saunie z Placzyńskim, by poznać jego zdanie. Sportfive pośredniczy w sprzedaży praw telewizyjno-marketingowych do meczów reprezentacji Polski. Placzyński był z kadrą na mundialu, jego przyjacielem jest selekcjoner Paweł Janas.

      W 2000 r. PZPN podpisał pięcioletni kontrakt z Canal+. Za półtora roku powinny się zacząć nowe negocjacje. Ale już teraz mówi się, że jakaś stacja (np. Polsat lub TVP) może przekonać do nielojalności najlepsze zespoły. Jeśli np. uda się namówić Wisłę czy Legię, centralizacja, czyli finansowanie ligi przez jednego sponsora, może się rozpaść, bo na pewno znalazłyby się kluby, które przystąpiłyby do rokoszu.

      Dlatego, aby liga nie była rozbita, należy ją zreformować, czyli przede wszystkim zredukować. Zdaniem Placzyńskiego - najlepiej do ośmiu zespołów. Osiem kolejnych grałoby w I lidze. - Byłoby to tymczasowe rozwiązanie, aż polska piłka nie stanie mocniej na nogi - wyjaśnia dyrektor Sportfive.


    Taki układ byłby do przyjęcia także dla kodowanego kanału - płaciłby mniej lub nawiązał współpracę z klubami na zupełnie innych zasadach niż teraz. I od czasu do czasu mógłby się dzielić szczególnie atrakcyjnymi wydarzeniami z telewizjami ogólnodostępnymi.


   

      Aby wprowadzić zmiany, potrzebne jest poparcie i PZPN, i szefa Polskiej Ligi Piłkarskiej - organizacji, która ma w 2005 r. przejąć zarządzanie rozgrywkami. Stanowisko szefa PLP jest interesujące dla... Placzyńskiego.


   

      - Chętnie podejmę się tego wyzwania - przyznaje. Chęci to nie wszystko. Sportfive ma mocniejsze argumenty. Na mocy umowy z PZPN będzie bowiem sprzedawać telewizyjne prawa do ligi na lata 2005-10.


   

      Piotr Nurowski, czyli prezes z Polsatu

      Czy projekt zmniejszenia ligi poprze PZPN? W przyszłym roku odbędą się wybory prezesa związku. Kto nim zostanie? Jednym z kontrkandydatów Michała Listkiewicza ma być Piotr Nurowski.


    Nurowski był kiedyś przez osiem lat szefem Polskiego Związku Lekkoatletyki. Teraz jest członkiem rady nadzorczej Polsatu, odpowiedzialnym w tej stacji za zakupy sportowe. To on sprowadził do kodowanego Polsatu Sport transmisje z mundialu i relacje z Bundesligi.

      - Kandydatura Nurowskiego to może być straszak, by Listkiewicz przystał na reformę ligi - opowiada osoba dobrze znająca środowisko piłkarskie. - Nurowski nie ma szans na zwycięstwo, ale może być tak: Listkiewicz dostaje większość głosów, ale przekazuje je Nurowskiemu. Ten zostaje prezesem, a Listkiewicza robi np. wiceprezesem od spraw międzynarodowych. Bo obecny prezes PZPN ma świadomość, że niezbyt radzi sobie w roli menedżera - spekuluje dalej nasz rozmówca.


    - Tak, faktycznie, otrzymałem propozycję kandydowania - przyznaje Nurowski. - Kto za mną stoi? Tego nie powiem.


   

      Zbigniew Boniek, czyli produkt doskonały

      Wtajemniczeni twierdzą, że Nurowski może być kandydatem Zbigniewa Bońka. To z jego pomocy korzystał, gdy kupował do tego kanału Ligę Mistrzów, razem oglądali w Rzymie mecz Lazio - Wisła. Są kolegami.


    - Boniek jest niedoceniany, jego wpływ na naszą piłkę jest większy, niż się wszystkim wydaje. A jego nazwisko nadal otwiera wiele drzwi - mówi Placzyński.


    Był genialnym piłkarzem, marnym trenerem reprezentacji i skutecznym menedżerem. Będąc wiceprezesem PZPN, scentralizował prawa telewizyjne do ekstraklasy i sprzedał je za 100 mln dol. Canalowi+. To za jego sprawą reprezentacja stała się poważnym produktem marketingowym, korzystając z pomocy Sportfive. Dawne nieporozumienia (konflikt związane z prawami do meczów Legii w lidze i Wisły Kraków w europejskich pucharach) odeszły w niepamięć. Boniek potrafiłby dogadać się ze Sportfive.

      - Wejdziemy niebawem do Unii Europejskiej. Pojawią się nowe firmy, będzie walka o rynek i możliwość pozyskiwania sponsorów. Jeśli nasza piłka będzie ciekawa, zainteresuje wielu ciekawych ludzi. Sprzedawanie praw do lepszej ekstraklasy może być bardzo dobrym interesem - twierdzi Zbigniew Boniek.


   

     
Jacek Adamczyk
/ Gazeta.pl/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 18385 razy,
ostatnio: 2020-07-08 22:10:40
Skomentuj artykuł:
Powrót